Daisy


Po powrocie z urlopu w lecznicy czekała na mnie niespodzianka. W kartonowym gustownym domku, w szpitalnej klateczce siedziała szczurcia. Obok klatki wisiała informacja, że szuka nowego domu, a obecnie jest w trakcie leczenia. Zapytałam co się stało. Okazało się, że dziewczynka miała świerzbowca, właściciele nie chcieli jej leczyć, a właściwie to chcieli ją uśpić, na co nie zgodziła się przyjmująca ją Pani doktor. Zgodzili się jednak zrzec  praw do niej na rzecz lecznicy. I tak mała została z nami.

W momencie przekazania miała 1,5 roku.

Wzięłam ją do ręki. Nie powinnam była tego robić, gdyż od razu się w niej zakochałam. Cały dzień walczyłam z sobą. Będę szukać jej domu … mam już dużo zwierząt… Równocześnie jednak przypominał mi się mój najmłodszy synek, który tak bardzo marzył, aby być właścicielem szczura … Jako odpowiedzialna matka domu pełnego zwierząt i dzieci nie zgadzałam się na to, jednak w tej sytuacji …


Zabrałam ją do domu. Teoretycznie tylko na próbę, ale praktycznie wszyscy wiedzą jak się to kończy. Dzieci oszalały na jej punkcie. Dostała nowe imię: Daisy.

Mieszka z nami już trzy tygodnie. Niedługo czeka ją zabieg kastracji (bardzo wskazany u szczurzych samiczek, jeśli nie chcemy doczekać się guzów gruczołu mlekowego, lub nowotworów jajników, macicy). Ma już rok i cztery miesiące więc czas najwyższy. Póki co przesiaduje ciągle u kogoś innego na ramieniu, przestała się bać psa, wychodzi z domku, powoli spogląda z większą ufnością w kierunku kotów.

Gryzelda (kotka), patrzy na nią z lekką wyższością, ale i rezerwą. Wiem, że nie będzie na nią polować – Daisy jest zbyt duża, Gryźka trochę się jej obawia (mimo wszystko). To dobrze, mam nadzieję, że z czasem będą mogły razem biegać. 

Kocurek Catcher jest straszną ciamajdą i chyba nawet nie zauważył, że ktoś nowy z nami mieszka. Kto by zwracał uwagi na takie błahostki? Jego postawa jest w każdym razie bardzo poprawna.

Fibi (suczka) oczywiście pokochała nowego stworka, tak jak kocha wszystkich, którzy do domu przychodzą. Najpierw wolno było szczurci lizać tylko ogonek (żeby się za bardzo nie bała), teraz wolno już lizać nawet głowę, bo Daisy już zrozumiała, że jest to raczej miłe niż groźne.

Moje chłopaki cieszą się i dbają o szczurka.


No i dobrze.

Myślę jednak, że póki co, moje mieszkanie jest zapełnione na full.

Proszę więc o nie dostarczanie mi kolejnych zwierząt :)

 


EPILOG: 

Daisy mieszkała z nami rok. Zmarła w wielu 2,5 roku, czyli można powiedzieć, że dożyła szczurzej starości. Niestety pod koniec życia pojawiły się poważne problemy z serduszkiem, które ostatecznie doprowadziły do jej śmierci.  Była uroczym zwierzakiem, który wniósł do naszego domu wiele radości. Nasza mała, kochająca dobrze zjeść szczurcia. 



Autor tekstu: lek.wet. Lidia Lewandowska

Data: 02.2016r